czwartek, 17 stycznia 2013

niedziela, 6 stycznia 2013

Moje podwórko

Były sobie rysunki. Nie byle jakie. Ktoś by rzekł „do-wcipne”. Noo – ale nie dosłownie. Takie to może jeszcze nie. Ale cóż – pewnego dnia postanowiły się ruszać. Ale zaraz, jak to ruszać? Rysunek to rysunek. Nie podlega dyskusji. Wcześniej narysowany stoi jak wół. Te rysunki jednak zupełnie odmienne – w przeciwieństwie do ich autora – postanowiły się ruszać. Ale samo postanowienie nie wystarczy. Trzeba działać. Zaczęły się drzeć do autora, który jak wspomniałem postanowił się nie ruszać aby wzbogacić wielkość swojej natury. No, ale autor się nie rusza tylko leży i wzbogaca wielkość swojej natury. No tak – pewnie autor o czymś myśli – dywagują. Zapewne na pewno o następnym zupełnie nieruchomym nowym rysunku. Autor jednak otworzył oczy. Coś jakby usłyszał. Tak to było wołanie. Nie na puszczy. Wołanie o wolność? Nie, to chodzi o coś innego. Autor podrapał się po głowie. Wiem co zrobię! Krzyknął autor. Rysunki potrzebują świeżego powietrza! Muszą iść na podwórko. Rysunki spojrzały na siebie ze zdziwienia. Autor już chyba wzbogacił wielkość swojej natury, bo wstał z kanapy. Szło mu to dość ociężale ale dosięgnął jakoś okna. Wielkość jego natury może przeszkadzać w czynnościach dość prozaicznych. Otworzył okno i … nie spodziewał się autor, że powstanie przeciąg. Wszystkie rysunki wykorzystały moment i wyleciały przez otwarte okno. Pech chciał, że rysunki wleciały do innego otwartego okna. Spadły na stół pewnego pacykarza. Rysunki czas jakiś leżały i leżały na stole. Wreszcie pojawił się pacykarz. Spojrzał na stół i widzi rysunki. Hm – nie przypominam sobie abym coś takiego narysował, zwłaszcza, że są do-wcipne. Rzekł pacykarz. Jak dla mnie to jakieś taki mało ruchome te rysunki. I wtem padł na pomysł. Wyciągnął z szafy stary niedokończony film. Rozciągnął go na ziemi, wziął tubę z klejem i po przyklejał wszystkie rysunki, które leżały wcześniej na stole. Założył tak sklejony film na projektor i puścił na ekran. Rysunki były zachwycone. Mogły się ruszać. Gdy film się skończył, rysunki zdjęły film z projektora i poszły przez podwórko do swojego autora. Autor, gdy zobaczył film z ruszającymi się rysunkami natychmiast go puścił. Film stał się wolny a rysunki zachwycone.